Stanisław II Longchamps de Berier syn JanaIV
08/05/1908 – 01/06/1979
Urodzony w Drohobyczu. We Lwowie uczęszczał do gimnazjum im. Jordana, którego długoletnim dyrektorem był Mieczysław Kistryn znany społecznik i wychowawca wielu pokoleń lwowskiej młodzieży. Ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Podjął pracę jako urzędnik Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. We wrześniu 1939 nie zmobilizowany do wojska z powodu ciężkiej kontuzji nogi. Zaprzysiężony w Związku Walki Zbrojnej. Pod okupacją niemiecką i sowiecką zatrudniony jako szofer. W roku 1945 dla ochrony rodziny przed wywózką w głąb Rosji wstąpił do Wojska Polskiego. Opinię w wojsku miał fatalną.Szef Zarządu I Sztabu Generalnego gen. Kundrewicz określił go jako nie nadającego się do służby wojskowej „o mętnym obliczu moralno – politycznym”. Z taką opinią został przeniesiony do rezerwy w kwietniu 1953 roku. Po wielu staraniach został adwokatem, dziekanem rady adwokackiej dwóch kadencji, członkiem Naczelnej Rad Adwokackiej. Starał się utrzymywać wysokie standardy moralne i zawodowe. Przeciwdziałał przenikaniu do adwokatury ludzi z ubecką przeszłością. co spowodowało, że zainteresowały się nim organy bezpieczeństwa, poddając go inwigilacji i wysuwając fałszywe oskarżenia, w wyniku których został zawieszony w wykonywaniu zawodu. Zdarzenia te były bezpośrednią przyczyną ciężkiego zawału serca w roku 1968 . Zawiesił działalność adwokacką, został radcą prawnym i po paru latach przeszedł na emeryturę. Żonaty z Jadwigą Wysoczańską, miał dwóch synów: Mieczysława Piotra i Jacka. Pochowany na cmentarzu na Wólce Węglowej w Warszawie.
W życiu prywatnym i towarzyskim Ojciec starał się o utrzymanie stylu charakterystycznego dla przedwojennej inteligencji. Jego znajomi to wywodzący się ze Lwowa i Wilna byli ziemianie i inteligenci. Jego wielką pasją było łowiectwo i gra w bridża. W mundurze wojskowym chodził do kościoła co w ówczesnych czasach było wyzwaniem i swego rodzaju demonstracją. Po śmierci Stalina odmówił noszenia obowiązkowej żałoby. Pytany przez przełożonego, odpowiedział, że nosi żałobę tylko po śmierci najbliższych, a Stalin nie był jego ojcem ani matką.
Był osobą powszechnie lubianą. Miał „lwowskie poczucie humoru, życzliwe dla innych a trochę też autoironiczne. Zawsze elegancki, szarmancki wobec kobiet. W moich latach chłopięcych Ojciec często zabierał mnie na polowania na kaczki, kuropatwy, zające, a także z pieskami na dziki. Uczył mnie szacunku do przyrody, a także znaczenia różnych zwyczajów myśliwskich i konieczności ich przestrzegania. Z wielką przyjemnością i sentymentem wspominam wspólne wyprawy na ryby, obserwowanie rykowiska jeleni. Las i przyroda były dla Niego rodzajem azylu w którym mógł się odseparować i na chwilę zapomnieć o kłopotach.
Jego poglądy polityczne nie były skomplikowane. Głównym złem był komunizm sowiecki i jego pochodne a mottem : „co sowiet powie to skłamie”. Jego doświadczenia życiowe wyrobiły w nim pewną ostrożność i lakoniczność w mówieniu o tym co go spotkało. Były to czasy PRL-u i SB miała się jeszcze zupełnie dobrze. W rozmowach ze mną niejako mimochodem wspominał dosyć ogólnie, że w Krakowie miał jakieś kontakty z WiN i kogoś ostrzegał, a we Lwowie należał do AK ale nigdy nie miał zamiaru tego ujawnić bo „nie wierzył sowietom”. Jego sposób myślenia cechował się realizmem. Gdy w bridżu stawały się modne różnego rodzaju konwencje gry, pytany kiedyś jaką konwencją gra, odpowiedział: „konwencją zdrowego rozsądku”. Wydaje się, że taką samą konwencję stosował w życiu.
